Rosa - siostra - wiatru
Rosa - siostra - wiatru => KLIKNIJ TUTAJ
Rosa siostra wiatru - bo każda kobieta ma wiele twarzy... Kliknij na link...
od-jutra-sie-odchudzam 2005-10-09 00:16:36
skomentuj (14)
Wieprz
80,8 kg...
Tak bardzo chciałabym żeby ktoś mi pomógł... Żeby wziął mnie za rękę...
Tylko jedzenie jest przy mnie. Tylko ono mnie rozumie. Tylko ono ma dla mnie czas...
Nienawidzę siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!
od-jutra-sie-odchudzam 2005-09-26 21:47:12
skomentuj (24)
Demon mnie pokonał
D E M O N M N I E P O K O N A Ł ! ! !
Żrę bez opamiętania. Waga 78 kg. W nic się nie mieszczę. Ciągle jestem zmęczona. Nie mam żadnych celów i na nic nie mam ochoty ani siły.
Demon mnie pokonał...
od-jutra-sie-odchudzam 2005-09-04 19:10:21
skomentuj (24)
Powrót demona
(To jest notka z 29.06.2005)
Okres dostałam w poniedziałek po południu.
Razem z pierwszymi kroplami krwi powrócił DEMON, niosąc ze sobą bezbrzeżny smutek, poczucie bezsensu, wilczy apetyt, ból żołądka i wstręt do samej siebie...
- Mamo, jest mi tak smutno, proszę porozmawiaj ze mną – jęknęłam bezradnie, czepiając się jej niczym rzep. Hormonalna nierównowaga w moim organizmie (zapewne niedobór serotoniny, noradrenaliny czy dopaminy) coraz mocniej ciągnęła mnie na dno. Czułam jak tonę w oceanie bezsensu i smutku.
- Wiecznie ci tylko smutno i smutno – prychnęła moja mama - weź się za robotę to ci przestanie być smutno.
- Mamo...
- Teraz nie mam czasu. Mam tyle na głowie.
- Nigdy nie masz czasu! Od mojego urodzenia nie masz dla mnie czasu nigdy! – krzyknęłam rozżalona – Wydarzenia z jakiegoś pierdolonego serialu są ważniejsze od twojej jedynej córki – dodałam, nie przebierając w słowach.
Matkę niewiele to obeszło. Ocean rozpaczy, samotności i braku zrozumienia zamknął się nad moją głową. Przyniosłam z lodówki dwie paczki serka Hochland w plasterkach i zjadłam z bliżej nieokreśloną ilością chleba. Nie, nie poczułam ulgi. Nie było mi ani ciut lepiej. Przykre napięcie i smutek nie znikły. Ku mojemu zdziwieniu nie poczułam też jakże dobrze znanego bólu przejedzonego żołądka. Jakaś część mnie obserwowała to wszystko z boku i nie mogła się nadziwić. Usiłowałam jedzeniem zabić smutek i napięcie. Jadłam i jadłam, chociaż to co jadłam zupełnie mi nie smakowało, jedzenie nie sprawiało mi żadnej przyjemności, ba, wręcz sprawiało przykrość – a jednak wciąż jadłam, w niemal nieuświadomionej nadziei, że kolejny kęs ukoi ten niepokój i smutek. Nie ukoił. Obłęd.
We wtorek przyszło opamiętanie
Ale dziś znowu walkę wygrał Demon. Przyszłam z pracy. W kuchni stał talerz z siedmioma mielonymi kotletami i garnek z młodymi ziemniakami. Chciałam się przebrać, zrobić mizerię i zjeść obiad. Nie zdążyłam. Stojąc w samej bieliźnie, jedną ręką wyciągałam z garnka ziemniaki a drugą brałam z talerza kolejne kotlety. Zjadłam wszystkie siedem kotletów i wszystkie ziemniaki zanim w ogóle zaczęłam robić mizerię. Na „osłodę” zjadłam jeszcze prawie trzy kiełbasy, które znalazłam w lodówce. Wykończona, z obolałym żołądkiem padłam na moje posłanie na podłodze i usnęłam...
Demon powrócił w pełnej chwale... W takich chwilach wszystko przestaje być ważne. Zdaję sobie sprawę, że wystarczy parę dni aby nadrobić te utracone z takim trudem parę kg, ale nic z tą świadomością nie potrafię zrobić. Demon jest silniejszy od wszystkiego. Jem. Żrę. Boli mnie rozepchany żołądek. Nienawidzę siebie. Mam żal do całego świata. Ale nic nie potrafię zrobić. Nie, samo „weź się w garść” nic nie pomaga.
Demon przyszedł razem z okresem, ale jest niemal pewne, że razem z nim nie odejdzie. Ostatnio gościł u mnie ponad cztery miesiące (z małymi, kilkudniowymi przerwami). Potem był miesiąc przerwy, a teraz znowu powraca.
A było już tak pięknie... 4 cm mniej w biodrach, 6 cm mniej w talii, 5 cm mniej w udzie!!! Było... Teraz znowu odchodzi w niebyt... Demon powraca, a ja nic nie potrafię z tym zrobić...
* * * * * * * * * *
Mój dysk twardy jest uratowany!!! To nie dysk padł. Coś miesza się w BIOSie, komputer nagle przestaje widzieć dysk. Najważniejsze, że dane mają się dobrze (zdjęcia, praca dyplomowa itp.). Z powodu problemów z komputerem notka z dnia 29 czerwcaa pojawia się na blogu dopiero dzisiaj.
od-jutra-sie-odchudzam 2005-07-01 18:44:57
skomentuj (32)
Skubana waga
Skubana waga nie chce się przenieść poniżej liczby 72...
Wczoraj po południu już-już pokazywała 71,9, dziś rano znowu 72,4 grrrr...
(Taaaak, WIEM, nie powinnam się ważyć dwa razy dziennie).
W nocy była pełnia. Nie mogłam spać (jakaś wilkołaczyca jestem czy co??)
W ciągu tygodnia będę miała okres.
Tak, tak, to napewno wina tych czynników, przecież nie moja (hihi)...
od-jutra-sie-odchudzam 2005-06-24 09:08:27
skomentuj (13)
Tragedia
Dysk w moim prywatnym komputerze w domu przeniósł się dwa dni temu do krainy wiecznych obrotów... A razem z nim setki (jeśli nie tysiące) moich zdjęć i pisana od trzech lat, stustronicowa praca magisterska...
Uzależniona od netu - mam teraz ograniczony do niego dostęp. Niespokojna łażę z kąta w kąt. Nawet bloga pisać nie mogę, że o czytaniu czy komentowaniu innych notek nie wspomnę...
Waga? Wciąż odrabiam to, co nażarłam na weselu. Dziś rano 72,3kg (a przecież 17.VI było już 72), ale z dnia na dzień spada... Powoli, ale spada!
Powoli zaczynam analizować nie tylko ILE jem, ale przede wszystkim CO jem. Na razie staram się unikać chleba i ziemniaków. Jem około 1500 kcal dziennie. Wciąż piję za dużo kawy a za mało wody. Niebieska bluzeczka, która nie dopinała się kilka tygodni temu już się dopina. To jeden z nielicznych pierwszych sukcesów. Ale przecież każda droga zaczyna się od pierwszego kroczku...
od-jutra-sie-odchudzam 2005-06-23 13:40:05
skomentuj (6)
Cyganki tańczą boso
Sobotę poświęciłam na towarzyszenie Panu, Który Zaprosił Mnie Na Wesele. Tańczyłam, zjadałam dekoracje ze stołu i robiłam zdjęcia. A o północy to ja byłam tą, która złapała podwiązkę panny młodej!!! A potem stałam trzymając ją w wysoko podniesionej prawej dłoni niczym indiański wojownik demonstrujący trofeum i napawałam się zwycięstwem. Wszystkie oczy, kamery i aparaty zwróciły się na mnie. Wszystkie, oprócz mojego aparatu, który na ten czas oddałam Panu, Który Zaprosił Mnie Na Wesele, a temu nie udało się uchwycić chwili mojego zwycięstwa (nie licząc zdjęcia, na którym jest kawałek kwiecistej sukni i łapa z podwiązką). Za to ja zrobiłam kapitalne zdjęcie, kiedy kawalerowie łapali muszkę: dwóch mężczyzn z zaciśniętymi na jednej muszce palcami, wydzierający ją sobie nawzajem – samo sedno walki. Ouuu yeeee!!! Jestem wielka! Prawdziwie zdjęcie z pola walki. Zawsze marzyłam o zawodzie dziennikarki... Z jakichś 130 zrobionych na ślubie i weselu zdjęć jakieś 14-20 wyszło nieźle. Biorąc pod uwagę niesamowity ruch i zgiełk, jaki towarzyszył całej tej szopce, to świetny wynik! Tia, skromna jestem hehe... Prawdę mówiąc po raz pierwszy od sierpnia jestem zadowolona z moich zdjęć.
A potem byłam pierwszą, która zdjęła rajstopy i buty i tańczyła boso. Niczym cyganka w usianej kwiatami, zakończonej falbanką sukni...
A w moje ślady poszły inne kobiety.
Moje Kochanie nie omieszkało się naburmuszyć i wypomina mi wizytę na weselu do dzisiaj. To jego problem. Ja mu nie robię scen, kiedy zajmuje się czymś innym niż mną! Ja też mam prawo do własnych dróg! Moje głupie, bezgraniczne oddanie dla niego prawdopodobnie było przyczyną mojej niedawnej depresji (albo doła, jak kto woli). Ale teraz koniec z tym!
Waga? Tragicznie... Przed weselem równe 72 kg. Po weselu waha się między 74 (rano) i 73 (po południu). Ukhm, ależ wysoką cenę zapłaciłam za chwilę szaleństwa....
A ja już myślę o kolejnej imprezie, na której mam zamiar zadziwić...
od-jutra-sie-odchudzam 2005-06-20 21:09:47
skomentuj (22)